Koniec Safe Harbor?

Certyfikat Safe Harbor pozwalał firmom amerykańskim transferować dane Europejczyków do USA, gdzie zasady ochrony danych są znacznie bardziej liberalne (więcej na stronie GIODO), ale Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zdecydował o zawieszeniu funkcjonowania zaakceptowanego przez Komisję Europejską w 2000 roku porozumienia między Unią i Stanami Zjednoczonymi, które umożliwiało jego wystawianie. Newsweek materiał na ten temat obdarza symbolicznym tytułem: Koniec samowolki Facebooka w Europie.

DeepFace

Facebook wprowadza technologię rozpoznawania twarzy, która jest niemal tak doskonała jak człowiek: osiaga skuteczność rzędu 97,25% (człowiek: 97,53%). Huffington przypomina, że Zuckerberg już wcześniej zapowiadał inwestorom wprowadzanie algorytmów sztucznej inteligencji, zdolnych ustalać na podstawie tekstów kontekst i nastrój, co oczywiście będzie pozwalało lepiej profilować reklamy. Ta ostatnia możliwość to oczywiście początek możliwych zastosowań. Poza rodzącymi się w głowie skojarzeniami z filmów science-fiction, warto pamiętać, że mowa tutaj o gmeraniu przy tak kruchej konstrukcji, jaką jest podmiot czyli człowiek (zachęcam do zerknięcia do Foucaulta). Kryzys tej konstrukcji dobrze widać w nowoczesnych technologiach.

Dostęp państwa do danych osobowych – raport Panoptykonu

Wyborcza.biz podała informację na temat nowego raportu Fundacji Panoptykon, który otwiera dyskusję na temat tego, „co państwo wie o użytkownikach usług internetowych”. Troską badania, które ma charakter pilotażowy, co oznacza jedynie wstępne sformułowanie problemu, jest stopień i warunki wglądu agend państwowych w dane, jakie gromadzą różnego rodzaju firmy internetowe (w badaniu wzięły udział Agora, Google, Interia.pl i Onet). Jego efektem jest raport identyfikujący szereg problemów, sprowadzających się do braku przejrzystości lub umocowania prawnego stosownych procedur, co obniża poziom społecznej kontroli nad procesem inwigilacji internauty przez służby państwowe. Warto przypomnieć w tym miejscu, że jest to wycinek problemu znacznie szerszego, czyli kwestii obrotu danymi osobowymi w sieci, także w ich wersji miękkiej, czyli tymi, które nie są prawnie chronione, bo dotyczą całości informacji wymienianych i zapisywanych w sieci, jednak także po części pozwalającymi identyfikować ich nadawców, a przede wszystkim budować w oparciu o nie złożone analizy itp. Wchodzą one w ramy tzw. big data jako potencjalne źródło różnorodnych i ciekawych z punktu widzenia firm informacji. Inwigilacja przyjmuje tutaj złożone i formy bardzo odległe od prostego wyobrażenia spoconego wywiadowcy podsłuchującego kogoś z wypiekami na twarzy, tym niemniej pozwalającego na wyrafinowane techniki przewidywania decyzji konsumenckich, analizy trendów, nastrojów itp. Ogólny opis Big Data znajduje się w raporcie McKinsey & Co, bieżące analizy podaje Gartner. Problemowego, poważnego opisu dostarczają Danah boyd i Kate Crawford w artykule pt. Critical questions for big data. Provocations for a cultural, technological, and scholarly phenomenon, który ukazał się w specjalnym wydaniu Information, Communication & Society pt. A decade in Internet time: the dynamics of the Internet and society z maja 2012 roku.

Komisja Europejska o przekazywaniu danych między USA i Unią Europejską: jak odbudować zaufanie?

Na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji pod takim tytułem znajduje się opis pakietu informacji, jakie Komisja Europejska opublikowała 28 listopada 2013 r., dotyczących „odbudowaniu zaufania w przekazywaniu danych między partnerami po obu stronach Atlantyku”. Sprowadzają się one do staranniejszej ochrony danych osobowych, a także w szczególności programu Safe Harbour. Program ten wypracował Departament Handlu Stanów Zjednoczonych w porozumieniu z Komisją Europejską  i „umożliwia on amerykańskim podmiotom gospodarczym sprostanie wymaganiom” Dyrektywy 95/46/WE Parlamentu Europejskiego oraz Rady w sprawie ochrony osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych oraz swobodnym przepływie tych danych (wg opisu na stronie GIODO). Więcej informacji na temat programu znajduje się na stronie Export.gov, będącej serwisem rządowym USA, dotyczącym eksportu przeznaczonym dla firm amerykańskich.

„Google [..] będzie korzystać z danych użytkowników w reklamach”

To tytuł zaczerpnięty z informacji w Wirtualnych Mediach, która zresztą pojawiła się także w innych miejscach (np. w GW). podkreśla się przy okazji, że tę strategię prowadzą również inne firmy społecznościowe np. Facebook. Potwierdza się oto teza, że społeczność, czyli zbiorowość tworząca się za pomocą interakcji społecznych nawiązujących się za pomocą sieci, analogiczna do podobnego tworu istniejącego w świecie realnym, jednak wyłącznie o charakterze wirtualnym, stała się rodzajem zasobu. Łatwość zarządzania tym zasobem, możliwa w sieci (a bardzo trudna lub niemożliwa w świecie realnym), opiera się na całkowitym i zupełnym dostępie do wszystkich, nawiązujących się w ramach takiej społeczności interakcji, które mają charakter utrwalonych zbiorów, podlegających zautomatyzowanym procesom analizy ilościowej i jakościowej.
Dla niektórych firm, takich ja Facebook, ten zasób ma charakter podstawowy (jest głownym źródłem osiągania zysków), jest więc przedmiotem szczególnego zainteresowania i ochrony z ich strony. Oczywiście wszelkie ruchy zmierzające do ograniczania tego zasobu w jakikolwiek sposób, są z punktu widzenia tych firm uderzeniem w ich żywotne interesy. Takim ruchem są oczywiście regulacje dotyczące ochrony danych osobowych. To właśnie ten temat wydaje się był głównym powodem spotkania Marka Zuckerberga i Michała Boni w maju br., o czym przekonuje ówczesny komunikat MAC, jeżeli odfiltruje się wzajemną kurtuazję.