„Czarne pudełka”

Tom O’Reilly podnosi temat, który nie jest nowy (Jonathan Zittrain, Jose van Dijk), ale o wzrastającym znaczeniu: swoboda zachowania algorytmów, które działają według własnych kryteriów i w ten sposób kształtują świat użytkownika. Pojawienie się tego tekstu znamionuje trend w tematach dotyczących Sieci i oczywiście wiąże się z rozwojem technologii o rożnym charakterze: od portali społecznościowych do autonomicznych samochodów.

Koniec Safe Harbor?

Certyfikat Safe Harbor pozwalał firmom amerykańskim transferować dane Europejczyków do USA, gdzie zasady ochrony danych są znacznie bardziej liberalne (więcej na stronie GIODO), ale Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zdecydował o zawieszeniu funkcjonowania zaakceptowanego przez Komisję Europejską w 2000 roku porozumienia między Unią i Stanami Zjednoczonymi, które umożliwiało jego wystawianie. Newsweek materiał na ten temat obdarza symbolicznym tytułem: Koniec samowolki Facebooka w Europie.

Trudny los portalu społecznościowego

Mowa o portalu Nasza Klasa, który był polskim hitem roku 2006 i następnych, o milionowych liczbach użytkowników i odwiedzin. Sprzedany za kolosalną sumę (podobno 200 mln złotych) powoli tracił popularność i zmieniał profil. Teraz staje się własnością Onetu (będącego częścią Ringier Axel Springer Media AG), o czym donosi m.in. Wyborcza. Powodem jest sekcja „gier i aplikacji rozrywkowych”. Pozostaje się zastanowić czy ta ewolucja jest smutną prognozą losy portali społecznościowych, zmierzających w stronę trywialnej komercjalizacji za wszelka cenę, co dzieje się zastanawiająco konsekwentnie, likwidując skutecznie mit nowego typu więzi społecznych. Podobnie jak w wypadku etosu kontrkulturowego.

DeepFace

Facebook wprowadza technologię rozpoznawania twarzy, która jest niemal tak doskonała jak człowiek: osiaga skuteczność rzędu 97,25% (człowiek: 97,53%). Huffington przypomina, że Zuckerberg już wcześniej zapowiadał inwestorom wprowadzanie algorytmów sztucznej inteligencji, zdolnych ustalać na podstawie tekstów kontekst i nastrój, co oczywiście będzie pozwalało lepiej profilować reklamy. Ta ostatnia możliwość to oczywiście początek możliwych zastosowań. Poza rodzącymi się w głowie skojarzeniami z filmów science-fiction, warto pamiętać, że mowa tutaj o gmeraniu przy tak kruchej konstrukcji, jaką jest podmiot czyli człowiek (zachęcam do zerknięcia do Foucaulta). Kryzys tej konstrukcji dobrze widać w nowoczesnych technologiach.

Czy Facebook odejdzie w przeszłość?

Z pewnością, ważne czy stanie się to z szybkością dorównującą jego rozwojowi. Artykuł pt. Epidemiological modeling of online social network dynamics, którego autorami są John Cannarella i Joshua A. Spechler (Department of Mechanical and Aerospace Engineering, Princeton University, Princeton, NJ, USA) przedstawia analizę przebiegu popularności tego serwisu, opartą o model rozprzestrzeniania się choroby pomiędzy osobnikami populacji o nazwie SIR. Materiału statystycznego dostarczają efekty zapytań do bazy Google o terminy MySpace i Facebook. Model SIR (1927) opiera się na trzech ustalonych wielkościach: liczbie niezarażonych osobników (S), zarażonych i zarażających (I), oraz zarażonych lecz niezarażających (R) i stanowi uproszczenie przebiegu rozprzestrzeniania się infekcji, jednak ma charakter formalny i poprawny metodologicznie. Z analizy Cannarelli i Spechlera, która także stara się spełnić wymogi naukowej dysertacji wynika rychły i gwałtowny spadek popularności Facebooka. Ta teza wywołała natychmiastową krytykę w takich tekstach jak Debunking Princeton czy Facebook Hilariously Debunks Princeton Study Saying It Will Lose 80% Of Users. Pierwsza wypowiedź pochodzi od pracowników Facebooka określających się jako data scientists i ośmiesza pracę Spechlera i Canarelli stosując ich metodę do takich bytów jak Princeton czy powietrze, co pokazuje również rychły, gwałtowny spadek popularności resp. istnienia tych ostatnich.
Artykuł i późniejsza dyskusja może mieć dwa istotne skutki: ożywia szukanie odpowiedzi na pytanie, co to znaczy istnieć w internecie oraz podtrzymuje tendencję do poszukiwania oznak zmierzchu Facebooka. Pierwsza kwestia ma siłę wkraczania na obszar zupełnie podstawowych przeświadczeń dotyczących sieci; druga może działać jako samospełniająca się przepowiednia, który to mechanizm dobrze działa w wypadku zjawisk społecznych, dostarczając niechcący argumentu nie wprost tezie artykułu. Obydwie maja swoją wagę, powodującą, że trudno je zlekceważyć.

„Google [..] będzie korzystać z danych użytkowników w reklamach”

To tytuł zaczerpnięty z informacji w Wirtualnych Mediach, która zresztą pojawiła się także w innych miejscach (np. w GW). podkreśla się przy okazji, że tę strategię prowadzą również inne firmy społecznościowe np. Facebook. Potwierdza się oto teza, że społeczność, czyli zbiorowość tworząca się za pomocą interakcji społecznych nawiązujących się za pomocą sieci, analogiczna do podobnego tworu istniejącego w świecie realnym, jednak wyłącznie o charakterze wirtualnym, stała się rodzajem zasobu. Łatwość zarządzania tym zasobem, możliwa w sieci (a bardzo trudna lub niemożliwa w świecie realnym), opiera się na całkowitym i zupełnym dostępie do wszystkich, nawiązujących się w ramach takiej społeczności interakcji, które mają charakter utrwalonych zbiorów, podlegających zautomatyzowanym procesom analizy ilościowej i jakościowej.
Dla niektórych firm, takich ja Facebook, ten zasób ma charakter podstawowy (jest głownym źródłem osiągania zysków), jest więc przedmiotem szczególnego zainteresowania i ochrony z ich strony. Oczywiście wszelkie ruchy zmierzające do ograniczania tego zasobu w jakikolwiek sposób, są z punktu widzenia tych firm uderzeniem w ich żywotne interesy. Takim ruchem są oczywiście regulacje dotyczące ochrony danych osobowych. To właśnie ten temat wydaje się był głównym powodem spotkania Marka Zuckerberga i Michała Boni w maju br., o czym przekonuje ówczesny komunikat MAC, jeżeli odfiltruje się wzajemną kurtuazję.