„Internet w końcu należy do wszystkich”

To tytuł, jaki własnie pojawił się na łamach magazynu Wired. W ten sposób komentuje on wiadomość iż „Rząd USA oddał resztki kontroli” nad instytucją o nazwie Internet Corporation for Assigned Names and Number (ICANN), co formalnie polega na tym, że ICANN staje się wyłącznym właścicielem bazy zawierającej nazwy wszystkich domen w Internecie, noszącej nazwę IANA (Internet Assigned Numbers Authority). Od roku 1988 do 1998 IANA była zarządzana przez Jona Postela i Joyce’a Reynoldsa, co zmieniło się na krótko przed śmiercią tego pierwszego w roku 1998, kiedy Departament Handlu USA utworzył ICANN i na drodze kontraktu (który wygasł 1 października 2016 roku) powierzył mu zarządzanie IANA’ą. ICANN to niezależne stowarzyszenie non profit, w którym działają przedstawiciele rożnych krajów. Dokładny opis zmiany znajduje się w specjalnym oświadczeniu ICANN, Zapowiedź tej zmiany wywołała obawy i polityczną dyskusję dotyczącą ewentualnych zagrożeń ze strony Rosji i Chin (opis), była natomiast witana z entuzjazmem przez wielki internetowy biznes np. Internet Association (hasło tytułowe tej organizacji skupiającej m.in. Facebook, Amazon, Google, Ebay itp. to „We are the voice of the internet economy”).

Koniec Safe Harbor?

Certyfikat Safe Harbor pozwalał firmom amerykańskim transferować dane Europejczyków do USA, gdzie zasady ochrony danych są znacznie bardziej liberalne (więcej na stronie GIODO), ale Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zdecydował o zawieszeniu funkcjonowania zaakceptowanego przez Komisję Europejską w 2000 roku porozumienia między Unią i Stanami Zjednoczonymi, które umożliwiało jego wystawianie. Newsweek materiał na ten temat obdarza symbolicznym tytułem: Koniec samowolki Facebooka w Europie.

Spada liczba użytkowników internetu w Polsce – badanie preferencji konsumenckich

Taka informacja obiegła dzisiaj media za doniesieniem PAP (np, tutaj i tutaj), która opiera się na raporcie Urzędu Komunikacji Elektronicznej pt. „Preferencje konsumentów rynku telekomunikacyjnego w latach 2011-2014”. Wg deklaracji konsumentów badanych w trakcie sondażu obejmującego grupę 1600 osób statystyka wygląda następująco:

Jednocześnie UKE dodaje, że „dane posiadane przez UKE, przesyłane bezpośrednio przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych w ramach corocznej sprawozdawczości, wskazują, że trend ten jest przeciwny i z roku na rok liczba użytkowników internetu zwiększa się (Raport o stanie rynku telekomunikacyjnego w 2013 r.)”.
Badanie podaje także, iż w grupie rencistów i emerytów oraz osób powyżej 60 roku życia dostep do internetu ma 12%.

Milward Brown 2014

Milward Brown opublikowała bardzo efektowne i ciekawe raporty: Digital & Media Predictions 2014 i AdReaction, 2014, które przedstawiają rozwój najnowszych trendów w mediach, ze szczególnym uwzględnieniem telewizji i urządzeń mobilnych, które funkcjonują w przestrzeni wielu ekranów percypowanych jednocześnie. Taka sytuacja szczególnie interesuje reklamodawców.

Czy Facebook odejdzie w przeszłość?

Z pewnością, ważne czy stanie się to z szybkością dorównującą jego rozwojowi. Artykuł pt. Epidemiological modeling of online social network dynamics, którego autorami są John Cannarella i Joshua A. Spechler (Department of Mechanical and Aerospace Engineering, Princeton University, Princeton, NJ, USA) przedstawia analizę przebiegu popularności tego serwisu, opartą o model rozprzestrzeniania się choroby pomiędzy osobnikami populacji o nazwie SIR. Materiału statystycznego dostarczają efekty zapytań do bazy Google o terminy MySpace i Facebook. Model SIR (1927) opiera się na trzech ustalonych wielkościach: liczbie niezarażonych osobników (S), zarażonych i zarażających (I), oraz zarażonych lecz niezarażających (R) i stanowi uproszczenie przebiegu rozprzestrzeniania się infekcji, jednak ma charakter formalny i poprawny metodologicznie. Z analizy Cannarelli i Spechlera, która także stara się spełnić wymogi naukowej dysertacji wynika rychły i gwałtowny spadek popularności Facebooka. Ta teza wywołała natychmiastową krytykę w takich tekstach jak Debunking Princeton czy Facebook Hilariously Debunks Princeton Study Saying It Will Lose 80% Of Users. Pierwsza wypowiedź pochodzi od pracowników Facebooka określających się jako data scientists i ośmiesza pracę Spechlera i Canarelli stosując ich metodę do takich bytów jak Princeton czy powietrze, co pokazuje również rychły, gwałtowny spadek popularności resp. istnienia tych ostatnich.
Artykuł i późniejsza dyskusja może mieć dwa istotne skutki: ożywia szukanie odpowiedzi na pytanie, co to znaczy istnieć w internecie oraz podtrzymuje tendencję do poszukiwania oznak zmierzchu Facebooka. Pierwsza kwestia ma siłę wkraczania na obszar zupełnie podstawowych przeświadczeń dotyczących sieci; druga może działać jako samospełniająca się przepowiednia, który to mechanizm dobrze działa w wypadku zjawisk społecznych, dostarczając niechcący argumentu nie wprost tezie artykułu. Obydwie maja swoją wagę, powodującą, że trudno je zlekceważyć.