Abonament radiowo-telewizyjny

Do tego wpisu zmobilizował mnie tekst w Gazecie Wyborczej. Jego autor Martin Stysiak deklaruje, że nie płaci abonamentu RTV, co zresztą głośno powtórzył kilkakrotnie na antenie TOK FM w programie pt. Raport Gospodarczy, prowadzonego przez Aleksandrę Dziadykiewicz 28 listopada. Problem polega na tym, że ów młody dziennikarz  z wielkim zadowoleniem stwierdził, że nie płaci, ponieważ nie ma formalnej siły, aby go do tego zmusić, bo ewentualna kontrola jest zupełnie nieskuteczna (odbiorników nie zarejestrował, a kontrolera nie musi wpuszczać). Innymi słowy: abonament omijam, bo nie można go ode mnie wyegzekwować (nie ma tutaj zatem mowy o rozważonym głęboko akcie obywatelskiego nieposłuszeństwa). Ów młody dziennikarz nie pomyślał zupełnie do czego ów abonament służy (fatalnie, nieskutecznie, niesprawiedliwie, stronniczo politycznie itp.) w swoim podstawowym zamierzeniu, jakim jest umożliwienie istnienia mediów publicznych, o których można sądzić, że są w praktyce co najmniej niedoskonałe, jednak w idei stanowią jedyną instytucje medialną niepodlegającą ścisłym zasadom rynkowym i wszystkiemu, co te ostatnie niosą. Kim jest zatem ów dziennikarz? Czy nie przypomina zadowolonego, małego cwaniaka, który cieszy się, że ominął bezsilne i niedobre prawo osiągając małą, osobistą korzyść kosztem interesu publicznego? Bardzo źle to wróży temu interesowi.